~no title~

Author: red_noir / Etykiety:

Natura śmiertelną jest. Widzę zmarszczki na wodzie. Słońce w długotrwałym ukłonie starości. Zdjęte mrozem i ciche poranki. Las... las... przegląda się w swoich wspomnieniach jak w nieruchomej czarnej sadzawce. Wszyscy czekamy na bezchmurne niebo, które nie chce się pojawić o tej porze roku. Starozłota przyroda, szczerość ma cierpki smak czerwonych owoców. Wewnątrz obrazu życia jest coraz mniej czystego płótna. Nie da się tańczyć na grząskiej ziemi. Moja mgła, moja czarna kora topoli, moje liście z czarnymi plamami. Myślałam, że słyszę swój smutek, a to płakały drzewa. Złamałam w ręce suchą łodygę wrotyczy. I znów tylko mi się zdawało, że to moje życie.

3 komentarze:

Liadan pisze...

Jak by wyglądało życie bez tego obumierania?

red_noir pisze...

Cóż, dobra uwaga :) W sumie lubię w jesieni właśnie to splątanie - zieleń pod drzewami jest dzika, wybujała, "przyklapnięta", jednocześnie poplamiona różnymi skazami przemijania. No, i leżą w niej "zawieszone" liście, które przez ten gąszcz nie mogą dosięgnąć ziemi. Widok jak z obrazów prerafaelitów 9chodzi mi głównie o "Ofelię".

red_noir pisze...

a właściwie bardziej z "Lady of Shalott" :)

Prześlij komentarz